Razem z kumpela przeslismy sie na maly spacerek po starowce. Na poczatku pazdziernika wiec bylo już zimniej, jednak lody jeszcze mozna bylo kupic. Idąc obok lodziarni ziomalka spytala sie "lodzika?" oraz jednoczesnie dwuznacznie zamrugala. "Chetnie" odrzeklem rowniez puszczajac oczko. Znalismy sie juz kilka lat wiec myslalem ze robi sobie jaja, tyle ze sie pomylilem. Jedzac lody spacerowalismy dalej chodnikiem, w koncu mocno sie sciemnilo. "To co z tym lodzikiem" zapytalem wesolo, "mowisz i masz" odrzucila stanowczo a ja parsknalem smiechem. "Myslisz ze robie sobie jaja?" Zatrzymala sie blisko jakiejs ciemnej bramy, znow sie rozesmiala jednak zupelnie inaczej. W chwile pozniej przycupnelismy w bramie w najciemniejszym jej kacie a Kaska juz kucnela przedemna. Swietnie wiedziala co robic a takze jak to robic. Pierwsze zaskoczenie zmienilo sie w rozkosz. Rany, w swoim zyciu nikt mi nie zrobil tak impulsywnego, zajebistego lodzika. Wyszlismy z bramy jak gdyby nigdy nic sie niezwyklego nie zdazylo, najnormalniej na swiecie. Dalej gadajac normalnie i normalanie pozegnalismy sie na przestanku gdy odjechala podmiejskim.
sobota, 31 października 2009
Nie sadzilem ze zrobi mi lodzika
Razem z kumpela przeslismy sie na maly spacerek po starowce. Na poczatku pazdziernika wiec bylo już zimniej, jednak lody jeszcze mozna bylo kupic. Idąc obok lodziarni ziomalka spytala sie "lodzika?" oraz jednoczesnie dwuznacznie zamrugala. "Chetnie" odrzeklem rowniez puszczajac oczko. Znalismy sie juz kilka lat wiec myslalem ze robi sobie jaja, tyle ze sie pomylilem. Jedzac lody spacerowalismy dalej chodnikiem, w koncu mocno sie sciemnilo. "To co z tym lodzikiem" zapytalem wesolo, "mowisz i masz" odrzucila stanowczo a ja parsknalem smiechem. "Myslisz ze robie sobie jaja?" Zatrzymala sie blisko jakiejs ciemnej bramy, znow sie rozesmiala jednak zupelnie inaczej. W chwile pozniej przycupnelismy w bramie w najciemniejszym jej kacie a Kaska juz kucnela przedemna. Swietnie wiedziala co robic a takze jak to robic. Pierwsze zaskoczenie zmienilo sie w rozkosz. Rany, w swoim zyciu nikt mi nie zrobil tak impulsywnego, zajebistego lodzika. Wyszlismy z bramy jak gdyby nigdy nic sie niezwyklego nie zdazylo, najnormalniej na swiecie. Dalej gadajac normalnie i normalanie pozegnalismy sie na przestanku gdy odjechala podmiejskim.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz